オペラ作曲家別索引

オペラ対訳完成

その他対訳完成

対訳一部完成

このサイトについて

アクセス数

  • 今日  -
  • 昨日  -
  • 累計  -

翻訳エンジン


bose_soundlink_color_ii



SCENA 4.
Miecznik, Hanna, Jadwiga, Damazy i Cześnikowa.

Miecznik
wprowadzając Cześnikową
To niespodzianka! Pani Cześnikowa
Choć raz do roku o życzliwych pamięta!

Cześnikowa
witając się
Witaj Mieczniku, jak się macie dziewczęta!

Damazy
z ukłonem
Wszystkich opatrzność
w dobrym zdrowiu chowa!

Cześnikowa
A! Pan Damazy!
Ogląda się.
Ale oni, gdzież oni?
Czy przyjechali, czy obadwa już są?
Chciałam uprzedzić, nie żałowałam koni.
Jak się wam podobali?

Miecznik
Lecz kto?

Cześnikowa
Nie wiecie kto?
Stolnikowicze!

Miecznik
żywo
Co? Stolnikowicze!
Synowie przyjaciela,
Jakże ich widzieć, jak uściskać życzę.

Hanna i Jadwiga
Pan Zbigniew i pan Stefan.

Cześnikowa
Dzisiaj Mieczniku, doznasz tego wesela.

Miecznik
Dzisiaj! dzisiaj!
do córek
Czy słyszycie! dziś przybędą, wyśmienicie!
do Damzego wesoło
Śmiałbym się, gdybyś zyskał dwóch rywali!

Damazy
Niech ich w drodze piorun spali!

Cześnikowa
Nic z tego! Bratankowie mili
Nie chcą poznać co kochanie.
Wróciwszy z wojska postanowili,
Do grobu trwać w bezżennym stanie!

Miecznik
W bezżennym stanie?

Hanna
Proszę uniżenie!

Damazy
do Hanny głośno
Bardzo rozsądne postanowienie!

Cześnikowa
A potem, wiem ci ja Mieczniku,
Czego serce twe wymaga.
U ciebie trzyma prym odwaga,
Na łowach lub w bojowym szyku.
A oni, ach! choć moi krewni,
Jacyś nie po męsku rzewni.
Ani podobni do swego protoplasty,
Zabobonni, trwożliwi, istne dwie niewiasty!

Miecznik
Co słyszę! pomnę tacy mali
Już na zuchów zakrawali.

Cześnikowa
Ale nie w obecnej chwili...
Gdym ich nagliła, by tu przybyli,
Nie chcieli jechać!

Miecznik
zdziwiony:
Czemu? przez Boga!

Cześnikowa
Bo na myśl, że w Kalinowie,
Dwór się strasznym dworem zowie,
Śmieszna obydwu przejmowała trwoga!

Damazy
ze śmiechem
Ha! ha! śliczni mi rywale!

Miecznik
Trudno uwierzyć...

Hanna
do Jadwigi śmiejąc się
Doskonale!
Mam wyborny w głowie żart!
Szepce do ucha Jadwigi, potem śmieją się obie.

Cześnikowa
Teraz łatwiej ich oddalę...

Miecznik
do dziewcząt
Takich zięciów nie chcę wcale!
Tchórz mężczyzna diabła wart!

SCENA 5
Ci sami, Skołuba i chór myśliwych.

Chór
Traf szczególny ha! ha! ha!
Próżne gniewy, próżny krzyk,
Któż dowiedzie czyj ten dzik,
Wszakże były strzały dwa!

Skołuba
Ja zwaliłem dzika, ja!
Z bryki palnął jakiś smyk,
Palnął prawda, ale dzik,
Moją kulę we łbie ma!

Miecznik i Damazy
Hej panowie, cicho sza!
Nie rozumiem, taki krzyk,
Jak uważam poległ dzik,
Lecz co znaczy sprzeczka ta?

Skołuba
Psy zagrały, dzik pomyka,
Ponad drogą pędzi blisko.
Wprost na moje stanowisko,
Aż z radości człowiek zbladł!
Wtem na drodze staje bryka,
Dzik szoruje, i dwa strzały
Z dwóch szturmaków wraz zagrzmiały
I odyniec w śniegu padł.
Psy do dzika, ja do dzika,
Bom jest pewny mego strzału,
A panowie drwią pomału
Żem spudłował, dowieść chcą.
Człek bolesne żarty łyka,
Lecz ponieważ w owej bryce,
Zajechali tu szlachcice
Dojdziem prawdy - otóż są!

Przy końcu arii Zbigniew i Stefan wchodzą na scenę z głębi, a z prawej, zaciekawione gwarem kobiety.

SCENA 6
Hanna, Jadwiga, Cześnikowa, Miecznik, Zbigniew, Stefan, Damazy, Skołuba, myśliwi, sąsiadki i domownice, na ostatku Maciej.

Miecznik
po chwili niemego powitania wchodzących Zbigniewa i Stefana
Oh! Drodzy goście, jakże mi pożądany
Uścisk potomków tego, com go kochał jak brata!
Rozszerzcież się mojego domku ściany!
do Zbigniewa i Stefana
A wy przyjmijcie czym chata bogata.
przedstawiając
Tu córki moje, tu drużyna życzliwa,
Rozgośćcież się, każdy wam będzie rad.
Na wasz widok sił przybywa,
Ze wspomnieniem lepszych lat!

Zbigniew i Stefan z daleka witają ukłonem przedstawione osoby i Cześnikową. Po recytatywie Hanna, Jadwiga, Cześnikowa, Miecznik, Zbigniew i Stefan zbliżają się naprzód, Damzego zaś Skołuba i myśliwi rozmawiając, gestami zatrzymują w głębi.
Gdy wchodzi Maciej, wtedy razem ze śpiewem osób będących na przodzie sceny rozpoczyna się w głębi sprzeczka między myśliwymi, którzy Damazego biorą za sędziego sprawy o dzika.

Miecznik
do Stefana i Zbigniewa
Czy to w radosnej czy w smętnej doli,
Z waszym rodzicem duszą złączeni,
W jednąśmy życia dążyli kolej,
Złe, dobre, biorąc na wspólny karb.
Gdym go utracił, niechże w zamęcie,
W mego żywota chłodnej jesieni,
Braterskich synów serca wiośniane,
Wrócą mi starej przyjaźni skarb!

Zbigniew i Stefan
patrząc na Hannę i Jadwigę
W dziecięcych latach swobodnej doli,
Pomnę, jak w jedno grono złączeni,
Niewinnych zabaw wiedliśmy kolej,
Składając psoty na obcy karb.
Dziś dwie dziewice, kwiaty wiośniane,
Widok nasz miesza, trwoży, rumieni,
Czyż nam rumieniec niosą w zamianę,
Za miłych wspomnień uroczy skarb?

Hanna i Jadwiga
przyłączając się do Stefana i Zbigniewa
W dziecięcych latach swobodnej doli,
Pomnę, jak w jedno grono złączeni,
Niewinnych zabaw wiedliśmy kolej,
Składając psoty na obcy karb.
W niebezpieczeństwa znane, nie znane,
Zbigniew i Stefan nieustraszeni
Biegli dla żartu, czyż wierzyć w zmianę,
Że dziś stracili odwagi skarb?

Cześnikowa
patrząc kolejno na bratanków, Hannę i Jadwigę
Strach mię ogarnia pomimo woli,
Młodzież się wspólnie jakoś rumieni.
Łatwo polecieć w miłosną kolej,
Lśniącą urokiem tęczowych farb...
Lecz Skarbnikowej gdy słowo dane,
Żaden się z żadną tu nie ożeni,
Silnym oporem w drodze im stanę,
Niewczesnych uczuć ocalę skarb!

Chór kobiet
patrząc na młodych
Wzrok dopatruje pomimo woli,
Jako się młodzież wspólnie rumieni,
Łatwo im pobiec w miłosną kolej,
Lśniącą urokiem tęczowych farb.
Widząc tych spojrzeń trwożną zamianę,
Można by wnosić z oczu promieni,
Że wkrótce serca niepokalane,
Wzajemnych uczuć zamienią skarb.

Skołuba
w głębi, do wchodzącego Macieja
Mam waści, mam,
Gadajże nam,
Który to z was,
Jadąc przez las,
Gdy zwierz pomyka,
Zemsta to dzika,
Na ochotnika,
Wypalił wraz?
Przeklęty traf,
Tnie dzik a więc,
Ja zaraz paf!
Ten także pęc!
To źle kolego,
Ot żarty biega,
Że ty do niego,
Masz więcej praw!

Maciej
ze śmiechem
Czy przeczyć mam,
Że to ja sam,
Jadąc przez las
W obławy czas,
Gdy zwierz pomyka
Z waścią do dzika
Na ochotnika
Palnąłem wraz.
Zabawny traf,
Tnie dzik a więc
Wy zaraz, paf!
Ja także, pęc!
Ależ kolego,
Choć żarty biega,
Do zabitego
Nie roszczę praw!

Chór myśliwych
do Skołuby
Kłam wasze, kłam!
do Macieja
Ty powiedz nam,
Który to z was,
Jadąc przez las,
Gdy zwierz pomyka,
Z starym do dzika
Na ochotnika
Wypalił wraz.
do Damazego
Wyborny traf!
Tnie dzik a więc,
Skołuba. Paf!
Ten także pęc!
Gdy sprzeczki biega
Sądźże pan tego,
Kto z nich do niego
Ma więcej praw!?

Damazy
do otaczających go myśliwych
Ot! to mi kram,
Mnie pilniej tam,
Najdroższy czas
Ucieka w las!
Trwoga przenika
Współzalotnika
Czuję wśród nas!
Gdy taki traf...
A więc... a więc...
Wyrwę i paf!...
On także, pęc!...
Poznasz kolego,
Że ja od niego
Do serca tego
Mam więcej praw!

Po śpiewie pachołek wchodzi z prawej i z poszanowaniem przemawia parę słów po cichu do Miecznika.

Miecznik
wesoło do myśliwych
Hej, panowie dosyć kłótni,
Dość myśliwskiej bałamutni,
Do weselszych was zapasów
Przy wieczerzy, proszę tam!
ukazuje na prawo, po czym odzywa się do wszystkich.
Pierwszy toast, w szczerej chęci
Wychylimy ku pamięci
ukazując Zbigniewa i Stefana
Ich rodzica i tych czasów,
Które wspomnieć słodko nam!
W czasie powyższego recitatiwu, gdy Miecznik odszedł w głąb, Zbigniew i Stefan zbliżają się do Cześnikowej, Jadwigi i Hanny. Dziewczęta na ich powitanie odpowiadają ukłonem. Damazy wyrywa się z koła myśliwych i zbliżywszy się na przód sceny, spogląda zazdrośnie na Stefana i Zbigniewa, rozmawiających z dziewczętami i Cześnikową.

Miecznik
do Zbigniewa i Stefana
A był to dzielny zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło nam wspak,
Wytrwale znosił burze!
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta,
I wiem, że tak
Wychował synów dwóch.

Zbigniew i Stefan
Nasz rodzic był to zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło mu wspak
Wytrwale znosił burze.
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta,
I tak, oh tak,
Wychował synów dwóch.

Hanna i Jadwiga
spoglądając ukradkiem na Zbigniewa i Stefana
Badając postać, ruch,
O trwożnej ich naturze,
Ja coś na wspak
Stryjenki słowom wróżę...
Czy w nich niewieści duch
Rzecz ciekawości warta...
Wiem już, wiem jak
poznamy, który zuch.

Cześnikową
Ach! sprzeciwieństwa duch
Gotuje dla mnie burzę,
Ja tak, on wspak...
Coś niedobrego wróżę!
Swatanie moje w puch...
Obmowa nic nie warta...
Czym tu i jak,
Zniechęcić braci dwóch?

Damazy
Więc mam rywali dwóch...
Lecz jeśli oba tchórze,
Wiem już, wiem jak
Obydwóch stąd wykurzę...
Gdy w nich niemęski duch,
Uciekną stąd do czarta,
Och! Tak, tak, tak,
Ich zamiar pójdzie w puch.

Maciej
rozglądając się
W tym strasznym dworze ruch,
Dziwaczny w swej naturze,
Oj tak... Och! tak...
Ja tu coś złego wróżę.
patrząc na Skołubę
I ten myśliwy zuch,
Zakrawa mi na czarta.
Jak stąd... ach jak
Paniczów wyrwać dwóch!?

Skołuba
nie patrząc na Macieja
Ten wlazł mi jak zły duch
Myśliwskiej twej naturze,
Już wiem, wiem jak
Wybornie się przysłużę.
Upoję cię za dwóch,
Gdy łeb zamąci kwarta,
Bierz broń i tak
Traf dzika jeśliś zuch!

Chór kobiet i myśliwych
Ich rodzic był to zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło mu wspak,
Wytrwale znosił burze.
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta.
I znać, że tak
Wychował synów dwóch.

Miecznik podaje rękę Cześnikowej, Stefan Hannie, Zbigniew Jadwidze. Inni goście także łączą się w pary i na prawo przechodzą do drugiej komnaty. Damazy zły, że Stefan uprzedził go w podaniu ręki jednej a Zbigniew drugiej pannie, bierze Skołubę na stronę i szepce mu do ucha. Skołuba z wielką uciechą okazuje gestami gotowość spełnienia tego, co żąda Damazy i ze śmiechem wygraża odchodzącym Stefanowi i Zbigniewowi oraz stojącemu w głębi Maciejowi, nie dostrzegającemu tej groźby. Damazy odchodzi za innymi na prawo. Zasłona opada.
SCENA 4.
Miecznik, Hanna, Jadwiga, Damazy i Cześnikowa.

Miecznik
wprowadzając Cześnikową
To niespodzianka! Pani Cześnikowa
Choć raz do roku o życzliwych pamięta!

Cześnikowa
witając się
Witaj Mieczniku, jak się macie dziewczęta!

Damazy
z ukłonem
Wszystkich opatrzność
w dobrym zdrowiu chowa!

Cześnikowa
A! Pan Damazy!
Ogląda się.
Ale oni, gdzież oni?
Czy przyjechali, czy obadwa już są?
Chciałam uprzedzić, nie żałowałam koni.
Jak się wam podobali?

Miecznik
Lecz kto?

Cześnikowa
Nie wiecie kto?
Stolnikowicze!

Miecznik
żywo
Co? Stolnikowicze!
Synowie przyjaciela,
Jakże ich widzieć, jak uściskać życzę.

Hanna i Jadwiga
Pan Zbigniew i pan Stefan.

Cześnikowa
Dzisiaj Mieczniku, doznasz tego wesela.

Miecznik
Dzisiaj! dzisiaj!
do córek
Czy słyszycie! dziś przybędą, wyśmienicie!
do Damzego wesoło
Śmiałbym się, gdybyś zyskał dwóch rywali!

Damazy
Niech ich w drodze piorun spali!

Cześnikowa
Nic z tego! Bratankowie mili
Nie chcą poznać co kochanie.
Wróciwszy z wojska postanowili,
Do grobu trwać w bezżennym stanie!

Miecznik
W bezżennym stanie?

Hanna
Proszę uniżenie!

Damazy
do Hanny głośno
Bardzo rozsądne postanowienie!

Cześnikowa
A potem, wiem ci ja Mieczniku,
Czego serce twe wymaga.
U ciebie trzyma prym odwaga,
Na łowach lub w bojowym szyku.
A oni, ach! choć moi krewni,
Jacyś nie po męsku rzewni.
Ani podobni do swego protoplasty,
Zabobonni, trwożliwi, istne dwie niewiasty!

Miecznik
Co słyszę! pomnę tacy mali
Już na zuchów zakrawali.

Cześnikowa
Ale nie w obecnej chwili...
Gdym ich nagliła, by tu przybyli,
Nie chcieli jechać!

Miecznik
zdziwiony:
Czemu? przez Boga!

Cześnikowa
Bo na myśl, że w Kalinowie,
Dwór się strasznym dworem zowie,
Śmieszna obydwu przejmowała trwoga!

Damazy
ze śmiechem
Ha! ha! śliczni mi rywale!

Miecznik
Trudno uwierzyć...

Hanna
do Jadwigi śmiejąc się
Doskonale!
Mam wyborny w głowie żart!
Szepce do ucha Jadwigi, potem śmieją się obie.

Cześnikowa
Teraz łatwiej ich oddalę...

Miecznik
do dziewcząt
Takich zięciów nie chcę wcale!
Tchórz mężczyzna diabła wart!

SCENA 5
Ci sami, Skołuba i chór myśliwych.

Chór
Traf szczególny ha! ha! ha!
Próżne gniewy, próżny krzyk,
Któż dowiedzie czyj ten dzik,
Wszakże były strzały dwa!

Skołuba
Ja zwaliłem dzika, ja!
Z bryki palnął jakiś smyk,
Palnął prawda, ale dzik,
Moją kulę we łbie ma!

Miecznik i Damazy
Hej panowie, cicho sza!
Nie rozumiem, taki krzyk,
Jak uważam poległ dzik,
Lecz co znaczy sprzeczka ta?

Skołuba
Psy zagrały, dzik pomyka,
Ponad drogą pędzi blisko.
Wprost na moje stanowisko,
Aż z radości człowiek zbladł!
Wtem na drodze staje bryka,
Dzik szoruje, i dwa strzały
Z dwóch szturmaków wraz zagrzmiały
I odyniec w śniegu padł.
Psy do dzika, ja do dzika,
Bom jest pewny mego strzału,
A panowie drwią pomału
Żem spudłował, dowieść chcą.
Człek bolesne żarty łyka,
Lecz ponieważ w owej bryce,
Zajechali tu szlachcice
Dojdziem prawdy - otóż są!

Przy końcu arii Zbigniew i Stefan wchodzą na scenę z głębi, a z prawej, zaciekawione gwarem kobiety.

SCENA 6
Hanna, Jadwiga, Cześnikowa, Miecznik, Zbigniew, Stefan, Damazy, Skołuba, myśliwi, sąsiadki i domownice, na ostatku Maciej.

Miecznik
po chwili niemego powitania wchodzących Zbigniewa i Stefana
Oh! Drodzy goście, jakże mi pożądany
Uścisk potomków tego, com go kochał jak brata!
Rozszerzcież się mojego domku ściany!
do Zbigniewa i Stefana
A wy przyjmijcie czym chata bogata.
przedstawiając
Tu córki moje, tu drużyna życzliwa,
Rozgośćcież się, każdy wam będzie rad.
Na wasz widok sił przybywa,
Ze wspomnieniem lepszych lat!

Zbigniew i Stefan z daleka witają ukłonem przedstawione osoby i Cześnikową. Po recytatywie Hanna, Jadwiga, Cześnikowa, Miecznik, Zbigniew i Stefan zbliżają się naprzód, Damzego zaś Skołuba i myśliwi rozmawiając, gestami zatrzymują w głębi.
Gdy wchodzi Maciej, wtedy razem ze śpiewem osób będących na przodzie sceny rozpoczyna się w głębi sprzeczka między myśliwymi, którzy Damazego biorą za sędziego sprawy o dzika.

Miecznik
do Stefana i Zbigniewa
Czy to w radosnej czy w smętnej doli,
Z waszym rodzicem duszą złączeni,
W jednąśmy życia dążyli kolej,
Złe, dobre, biorąc na wspólny karb.
Gdym go utracił, niechże w zamęcie,
W mego żywota chłodnej jesieni,
Braterskich synów serca wiośniane,
Wrócą mi starej przyjaźni skarb!

Zbigniew i Stefan
patrząc na Hannę i Jadwigę
W dziecięcych latach swobodnej doli,
Pomnę, jak w jedno grono złączeni,
Niewinnych zabaw wiedliśmy kolej,
Składając psoty na obcy karb.
Dziś dwie dziewice, kwiaty wiośniane,
Widok nasz miesza, trwoży, rumieni,
Czyż nam rumieniec niosą w zamianę,
Za miłych wspomnień uroczy skarb?

Hanna i Jadwiga
przyłączając się do Stefana i Zbigniewa
W dziecięcych latach swobodnej doli,
Pomnę, jak w jedno grono złączeni,
Niewinnych zabaw wiedliśmy kolej,
Składając psoty na obcy karb.
W niebezpieczeństwa znane, nie znane,
Zbigniew i Stefan nieustraszeni
Biegli dla żartu, czyż wierzyć w zmianę,
Że dziś stracili odwagi skarb?

Cześnikowa
patrząc kolejno na bratanków, Hannę i Jadwigę
Strach mię ogarnia pomimo woli,
Młodzież się wspólnie jakoś rumieni.
Łatwo polecieć w miłosną kolej,
Lśniącą urokiem tęczowych farb...
Lecz Skarbnikowej gdy słowo dane,
Żaden się z żadną tu nie ożeni,
Silnym oporem w drodze im stanę,
Niewczesnych uczuć ocalę skarb!

Chór kobiet
patrząc na młodych
Wzrok dopatruje pomimo woli,
Jako się młodzież wspólnie rumieni,
Łatwo im pobiec w miłosną kolej,
Lśniącą urokiem tęczowych farb.
Widząc tych spojrzeń trwożną zamianę,
Można by wnosić z oczu promieni,
Że wkrótce serca niepokalane,
Wzajemnych uczuć zamienią skarb.

Skołuba
w głębi, do wchodzącego Macieja
Mam waści, mam,
Gadajże nam,
Który to z was,
Jadąc przez las,
Gdy zwierz pomyka,
Zemsta to dzika,
Na ochotnika,
Wypalił wraz?
Przeklęty traf,
Tnie dzik a więc,
Ja zaraz paf!
Ten także pęc!
To źle kolego,
Ot żarty biega,
Że ty do niego,
Masz więcej praw!

Maciej
ze śmiechem
Czy przeczyć mam,
Że to ja sam,
Jadąc przez las
W obławy czas,
Gdy zwierz pomyka
Z waścią do dzika
Na ochotnika
Palnąłem wraz.
Zabawny traf,
Tnie dzik a więc
Wy zaraz, paf!
Ja także, pęc!
Ależ kolego,
Choć żarty biega,
Do zabitego
Nie roszczę praw!

Chór myśliwych
do Skołuby
Kłam wasze, kłam!
do Macieja
Ty powiedz nam,
Który to z was,
Jadąc przez las,
Gdy zwierz pomyka,
Z starym do dzika
Na ochotnika
Wypalił wraz.
do Damazego
Wyborny traf!
Tnie dzik a więc,
Skołuba. Paf!
Ten także pęc!
Gdy sprzeczki biega
Sądźże pan tego,
Kto z nich do niego
Ma więcej praw!?

Damazy
do otaczających go myśliwych
Ot! to mi kram,
Mnie pilniej tam,
Najdroższy czas
Ucieka w las!
Trwoga przenika
Współzalotnika
Czuję wśród nas!
Gdy taki traf...
A więc... a więc...
Wyrwę i paf!...
On także, pęc!...
Poznasz kolego,
Że ja od niego
Do serca tego
Mam więcej praw!

Po śpiewie pachołek wchodzi z prawej i z poszanowaniem przemawia parę słów po cichu do Miecznika.

Miecznik
wesoło do myśliwych
Hej, panowie dosyć kłótni,
Dość myśliwskiej bałamutni,
Do weselszych was zapasów
Przy wieczerzy, proszę tam!
ukazuje na prawo, po czym odzywa się do wszystkich.
Pierwszy toast, w szczerej chęci
Wychylimy ku pamięci
ukazując Zbigniewa i Stefana
Ich rodzica i tych czasów,
Które wspomnieć słodko nam!
W czasie powyższego recitatiwu, gdy Miecznik odszedł w głąb, Zbigniew i Stefan zbliżają się do Cześnikowej, Jadwigi i Hanny. Dziewczęta na ich powitanie odpowiadają ukłonem. Damazy wyrywa się z koła myśliwych i zbliżywszy się na przód sceny, spogląda zazdrośnie na Stefana i Zbigniewa, rozmawiających z dziewczętami i Cześnikową.

Miecznik
do Zbigniewa i Stefana
A był to dzielny zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło nam wspak,
Wytrwale znosił burze!
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta,
I wiem, że tak
Wychował synów dwóch.

Zbigniew i Stefan
Nasz rodzic był to zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło mu wspak
Wytrwale znosił burze.
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta,
I tak, oh tak,
Wychował synów dwóch.

Hanna i Jadwiga
spoglądając ukradkiem na Zbigniewa i Stefana
Badając postać, ruch,
O trwożnej ich naturze,
Ja coś na wspak
Stryjenki słowom wróżę...
Czy w nich niewieści duch
Rzecz ciekawości warta...
Wiem już, wiem jak
poznamy, który zuch.

Cześnikową
Ach! sprzeciwieństwa duch
Gotuje dla mnie burzę,
Ja tak, on wspak...
Coś niedobrego wróżę!
Swatanie moje w puch...
Obmowa nic nie warta...
Czym tu i jak,
Zniechęcić braci dwóch?

Damazy
Więc mam rywali dwóch...
Lecz jeśli oba tchórze,
Wiem już, wiem jak
Obydwóch stąd wykurzę...
Gdy w nich niemęski duch,
Uciekną stąd do czarta,
Och! Tak, tak, tak,
Ich zamiar pójdzie w puch.

Maciej
rozglądając się
W tym strasznym dworze ruch,
Dziwaczny w swej naturze,
Oj tak... Och! tak...
Ja tu coś złego wróżę.
patrząc na Skołubę
I ten myśliwy zuch,
Zakrawa mi na czarta.
Jak stąd... ach jak
Paniczów wyrwać dwóch!?

Skołuba
nie patrząc na Macieja
Ten wlazł mi jak zły duch
Myśliwskiej twej naturze,
Już wiem, wiem jak
Wybornie się przysłużę.
Upoję cię za dwóch,
Gdy łeb zamąci kwarta,
Bierz broń i tak
Traf dzika jeśliś zuch!

Chór kobiet i myśliwych
Ich rodzic był to zuch,
Podobny lwiej naturze,
Gdy szło mu wspak,
Wytrwale znosił burze.
Wśród boju rąbał w puch,
Nie lękał się choć czarta.
I znać, że tak
Wychował synów dwóch.

Miecznik podaje rękę Cześnikowej, Stefan Hannie, Zbigniew Jadwidze. Inni goście także łączą się w pary i na prawo przechodzą do drugiej komnaty. Damazy zły, że Stefan uprzedził go w podaniu ręki jednej a Zbigniew drugiej pannie, bierze Skołubę na stronę i szepce mu do ucha. Skołuba z wielką uciechą okazuje gestami gotowość spełnienia tego, co żąda Damazy i ze śmiechem wygraża odchodzącym Stefanowi i Zbigniewowi oraz stojącemu w głębi Maciejowi, nie dostrzegającemu tej groźby. Damazy odchodzi za innymi na prawo. Zasłona opada.



|新しいページ|検索|ページ一覧|RSS|@ウィキご利用ガイド | 管理者にお問合せ
|ログイン|